Dochód gwarantowany = gwarantowana grabież

Drukuj

„Jeśli płacicie ludziom za to, że nie pracują, a każecie im płacić podatki gdy pracują, nie dziwcie się, że macie bezrobocie” – powiedział Milton Friedman, laureat Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii. Rządzący starają się jednak ignorować jego słowa i postępować wbrew nim. Kto ma rację? Jak to się skończy? Obawiam się, że przekonamy się o tym boleśnie na własnej skórze, za sprawą pomysłu wprowadzenia tzw. dochodu gwarantowanego.

Idea dochodu gwarantowanego zakłada, że każdy obywatel powyżej 16 lub 18 roku życia dostanie od państwa kwotę zapewniającą minimum egzystencji. Kwota ta miałaby być określana ustawą. Dzieci do 16. czy 18. roku życia dostawałby natomiast połowę tej kwoty. W Szkocji lokalne władze Glasgow i Fife chcą wprowadzić projekt pilotażowy. Finlandia już zaczyna testować dochód gwarantowany na grupie losowo wybranych bezrobotnych, płacąc im 560 euro miesięcznie, niezależnie od tego czy podejmie pracę, czy nie. W Szwajcarii natomiast odrzucono pomysł wprowadzenia dochodu gwarantowanego w referendum.

Na początku stycznia głośno było o raporcie Oxfam, z którego rzekomo wynikało, że 8 najbogatszych ludzi na świecie ma tyle majątku, co biedniejsza połowa ludzkości. Organizacja ta podniosła larum, że jest to niesprawiedliwe: ludzie czują się oszukiwani, wykorzystywani, a korporacje zgarniają za pieniędzy. Spójrzmy jednak na to z drugiej strony i sprawdźmy, kto znajduje się wśród najbogatszych ludzi na świecie.

Pierwsze miejsce zajmuje Bill Gates, współzałożyciel Microsoftu, drugi jest inwestor Warren Buffett. Trzecie miejsce przypada Jeffowi Bezosowi, założycielowi sklepu internetowego Amazon. Poza podium, na czwartym miejscu, znajduje się Amancio Ortega, założyciel Inditexu. Dalej, Mark Zuckerberg, szef i współzałożyciel Facebooka. Szósty jest Carlos Slim Helu, przedsiębiorca dostarczający usługi telekomunikacyjne. Siódmy jest współzałożyciel i szef koncernu Oracle. Większość z nich dostarcza nam wszystkim, całemu światu, usługi, bez których nie wyobrażamy sobie życia. Ilu z czytających ten wpis używa do tego celu komputer z zainstalowanym systemem Windows? Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie korzysta lub nigdy nie korzystał z Facebooka. Zajrzyjcie proszę do szaf i sprawdźcie, ile waszych ubrań lub ubrań waszych bliskich zostało zakupionych w sieci Inditex. Czy w związku z tym naprawdę możemy się dziwić, że mają oni więcej niż inni? Cenimy wytwarzane przez ich firmy towary i usługi, więc je kupujemy, dzięki czemu oni zarabiają, a z uwagi na działania na skalę globalną, zarabiają dużo. Czy to jest niesprawiedliwe?

Należy zwrócić również uwagę na fakt, że wielu z nich prowadzi fundacje charytatywne. Fundacja Billa i Melindy Gatesów od początku swojej działalności przeznaczyła na pomoc potrzebującym ponad 40 mld dolarów. Warto wspomnieć również o „The Giving Pledge”, pod którym podpisali się najmożniejsi tego świata, godząc się na przekazanie co najmniej 50% swojego majątku na cele charytatywne. Ach, ci bezduszni wyzyskiwacze! Pomyślmy chociaż przez chwilę, co by się stało, gdyby tych przedsiębiorców w ogóle nie było lub gdyby wszyscy zastrajkowali? Taką wizję przedstawiła Ayn Rand w Atlasie zbuntowanym, a świat po stracie ludzi tego formatu, według autorki, opanowałby chaos, na czym straciłaby głównie ta biedniejsza część ludzkości.

Zastanówmy się także nad stroną moralną dochodu gwarantowanego. Propagatorzy wprowadzenia tego rozwiązania, tacy jak Guy Standing, utrzymują, że jest on kwestią sprawiedliwości społecznej. Czym jest owa mityczna sprawiedliwość społeczna? Tego z ich ust się niestety nigdy nie dowiemy. Czy sprawiedliwość społeczna jest tym samym, co sprawiedliwość bez przymiotnika społeczna? Jeśli tak, to po co go dodawać? Jeśli nie, to coś, co sprawiedliwością nie jest, jest niesprawiedliwością: sprawiedliwość społeczna staje się wówczas zwyczajną niesprawiedliwością, jak zauważył chociażby Friedrich August von Hayek. Dlaczego uważa się za godną i sprawiedliwą redystrybucję dóbr? Czy ci, którym w życiu się powiodło, są z tego tytułu osobami winnymi? Idea dochodu gwarantowanego jest już z założenia niemoralna, ponieważ jest karą za ciężką pracę. Deprawuje dając coś, za nic. Pamiętajmy, że ludzie pracują dla zysku: zysk to nasza główna (ale nie jedyna) motywacja do produktywnej pracy, a po wprowadzeniu dochodu gwarantowanego motywacja ta być może całkowicie zniknie. Nie ma na razie dowodów na to, jak twierdzi Standing, że dochód gwarantowany powoduje wzrost motywacji do podjęcia pracy. Uważam, że jest wręcz przeciwnie: zasiłki powodują rozleniwienie i zniechęcenie nawet nie tyle  do pracy, co nawet do jej poszukiwania. Wystarczy spojrzeć na efekty działania programu 500+.

W tym miejscu należałoby również przypomnieć słowa brytyjskiej premier Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze Tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”. To zdanie jest kluczowe dla zrozumienia istoty dochodu gwarantowanego: wszyscy mają otrzymywać równą, ściśle określoną ustawą sumę pieniędzy. Problem polega na tym, że mają one pochodzić od nas samych. Jaki jest sens płacenia państwu pieniędzy tylko po to, by je następnie zwracano (w części lub w całości)? Oczywistym jest, że wpłacić należy więcej niż otrzymuje się w zamian, ponieważ obsługa kosztuje a ktoś te pieniądze musi zaksięgować, ktoś inny nimi rozporządzać, a ktoś inny następnie je wydać. Gdzie tu sens? A jak wiadomo, im jestem bogatszy, tym więcej państwo ściąga pieniędzy ode mnie środków (bezpośrednio lub pośrednio), dokonując następnie ich redystrybucji pomiędzy osobami mniej zamożnymi. Jeśli założyć, że dochód gwarantowany koniecznie musi istnieć, to czy nie byłoby zatem lepiej, aby osoby zamożniejsze w ogóle nie dostawały tego świadczenia? W ostatecznym rozrachunku płacą on same sobie tylko po to, by następnie „dostać” jakąś część odebranych środków od państwa. Ale jest również drugi problem, związany z otrzymywaniem dochodu gwarantowanego przez osoby zamożne: propagatorzy tej idei chcą w ten sposób niwelować nierówności (błędnie zakładając, że są one czymś złym). W jaki sposób tego dokonać, skoro osoby lepiej sytuowane otrzymają tyle samo, co osoby biedniejsze? Czy to rozwiązanie nie spowoduje dalszego wzrostu poczucia niesprawiedliwości wśród biedniejszych?

Konieczność wprowadzenia dochodu gwarantowanego jest często uzasadniana faktem postępującej automatyzacji i robotyzacji gospodarki. Postęp technologiczny ma prowadzić do spadku ilości miejsc pracy wykonywanej przez ludzi na rzecz pracy wykonywanej przez maszyny. Zwolennicy tego argumentu zdają się pomijać fakt, że kwestię tę poruszył już w XIX w. Frédéric Bastiat w eseju Co widać i czego nie widać. Co więcej, autor dowiódł nieprawdziwości tej tezy. Likwidacja miejsc pracy z powodu automatyzacji i robotyzacji w jednym miejscu, spowoduje przesunięcie zaoszczędzonych w ten sposób środków do innych obszarów gospodarki, dzięki czemu osoby zwolnione z powodu zastąpienia ich miejsca pracy maszynami, znajdą zatrudnienie w innej branży. Warto dodać, że postępująca automatyzacja niektórych miejsc pracy jest spowodowana przez państwowe interwencje. Przykładowo, podnoszenie ustawowo płacy minimalnej może spowodować, że w dłuższym okresie korzystniejszym dla przedsiębiorstwa będzie zainwestowanie w nowe metody produkcji i wdrożenie automatów, niż płacenie wyższych stawek robotnikom. Możemy to zaobserwować np. w sklepach wielkopowierzchniowych, gdzie powstaje coraz więcej kas samoobsługowych (nie zapomnijmy jednak, że ktoś te automatyczne kasy musi produkować, montować, naprawiać) czy w transporcie, gdzie trwają zaawansowane prace nad pojazdami, które jeżdżą bez kierowcy (ktoś jednak musi je zbudować, stworzyć i serwisować – miejsca pracy zostaną więc jedynie przesunięte). Potwierdzają to również dane historyczne. Po podwyższeniu płacy minimalnej dla operatorów wind w Chicago z 1,25$ – 1,5$ do 2,50$ wszyscy operatorzy stracili pracę, ponieważ zwiększony roczny koszt ich zatrudnienia był wyższy, niż koszty automatyzacji i późniejsze opłaty z nią związane.

Innym argumentem za wprowadzeniem dochodu gwarantowanego jest fakt, jak mówią jego zwolennicy, że każdy pracownik będzie mógł indywidualnie negocjować warunki zatrudnienia z pracodawcą nie obawiając się, że pozostanie bez środków do życia w przypadku utraty pracy. Niepotrzebne byłyby wtedy system ubezpieczeń społecznych, płaca minimalna czy układy zbiorowe. Pytaniem pozostaje: jakim i czyim kosztem miałoby się to odbywać? Oczywiście kosztem reszty pracujących, jak i samego pracodawcy. Pracodawca znajdować się będzie na gorszej pozycji od samego początku, bowiem niezależnie od tego, czy zatrudni on daną osobę czy nie, i tak będzie obciążony podatkami na poczet jej dochodu gwarantowanego. Co w przypadku niskopłatnych prac? Kto wtedy będzie je wykonywał? Każda praca jest ważna i potrzebna, nawet ta niskopłatna. Gdyby tak nie było, nie powstałoby tego rodzaju miejsce pracy. Bezpieczeństwo pracownika można wzmocnić w inny sposób, bez „ponoszenia ofiar”: rozwiązaniem jest deregulacja zawodów, zniesienie koncesji i zezwoleń na prowadzenie większości typów przedsiębiorstw oraz drastyczna obniżka podatków, jednym słowem –  likwidacja barier wejścia. Pozwoli to czującemu zagrożenie utraty pracy pracownikowi szybko założyć własną firmę i konkurować ze swoim byłym pracodawcą o klientów.

Pewne zastrzeżenia można mieć również do metody przeprowadzanego w Finlandii eksperymentu. Zostało do niego wylosowanych 2000 osób, które z góry wiedzą, że będą dostawały pieniądze co miesiąc, przez okres dwóch lat. Wydaje się, że lepszym rozwiązaniem byłoby nieinformowanie tych osób o okresie, w którym pieniądze te będą otrzymywały. Nie wiedzieliby wówczas, kiedy przestaną otrzymywać pieniądze, co mogło by spowodować wzrost racjonalności podejmowanych decyzji. Prawdopodobnie zaczęliby działać inaczej, ponieważ, przykładowo, mieliby świadomość, że za miesiąc lub za dwa miesiące napływ środków może się skończyć. W obecnej sytuacji podejmowanie przez nich jakichkolwiek działań może zostać odłożone w czasie: więc ten rok „przebaluję”, a martwić zacznę się dopiero w przyszłym, bądź nawet pod koniec drugiego roku otrzymywania dochodu gwarantowanego.

Jeżeli założymy, że z nierównościami trzeba walczyć, to róbmy to z głową. Pozwólmy ludziom działać, aby sami mogli wyrwać się z biedy. Pozostawienie ludziom swobody działania jest właściwe nie tylko dlatego, że jest moralne, ale także dlatego że podnosi wiarę we własne możliwości. Nie róbmy tego poprzez redystrybucję dochodów, a poprzez rzeczywiste zmniejszanie biurokracji, deregulację zawodów, likwidowanie odgórnych barier wejścia na poszczególne rynki i ograniczanie wydatków socjalnych.

Tekst pierwotnie ukazał się w https://slib.pl/pl/baza-wiedzy/blog/kamil-wysocki-dochod-gwarantowany-gwarantowana-grabiez/

Czytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>